Posts filed under ‘Bez kategorii’

Bronisz wolności? Jesteś Pedofilem.

Do napisania tego artykułu zainspirował mnie news znaleziony na jednym z portali:

http://ujeb.pl/35487/

 

Rząd Australii przymierza się do budowy wielkiego firewalla filtrującego sieć z nieprawomyślnych treści. Pod jakim pretekstem? Oczywiście, pod pretekstem tzw. „Dobra dzieci”. Więc dla dobra dzieci, rząd będzie blokował wszelkie treści, które mogą tym dzieciom zagrozić. Tylko trzeba sie zastanowić, jakie treści dzieciom zagrożą. Portale pedofilskie? O ile mi wiadomo, dzieci na portale pedofilskie nie wchodzą, bo i w jakim celu? Więc – w gruncie rzeczy kryteria filtrowania są nie do określenia. Dobru dzieci może według rządu zagrażać przecież wszystko. Gdy ktoś prowadzi bloga, gdzie krytykuje np. szkoły koedukacyjne, można będzie go zablokować, bo może jakieś dziecko nie będzie chciało iść do szkoły. Portal krytykujący jedzenie szpinaku z jajkiem? Ależ to szkodzi zdrowiu naszych dzieci. Przykłady można oczywiście mnożyć i mnożyć, ale nie o to przecież chodzi. Kilka lat temu krytykowano rzekomo „komunistyczny” rząd Chin za cenzurę sieci. I oto gdy zabiera się za to rząd „demokratyczny”, jakoś nie słychać głosów sprzeciwu. Trafnie przewidywali ci, którzy mówili, że gdy internet zacznie mieć wpływ na politykę, to zostanie poddany kontroli. Już za kilka lat nie będzie można publikować w nim niczego, gdyż zostanie to po prostu zablokowane, oczywiście „dla dobra dzieci”. No i nasuwa mi się pytanie, czyje to są dzieci? Bo jeżeli są to dzieci rodziców, to uważam, że rodzic sam może skontrolować, co jego dziecko robi w sieci i zablokować niechciane strony choćby przez /etc/hosts. A jeżeli jednak dziś dzieci są „państwowe”? No to o dobro dzieci musi dbać państwo. A przy okazji odcinać to, co może się państwu nie podobać. Niezależne media przechodzą tym sposobem do historii. Spytacie pewnie teraz, jaka jest różnica między blokowaniem dostępu do stron przez rodzica, a przez władzę. Ano taka, że gdy np. Ja zabronię swojemu dziecku gdzieś wchodzić, jest to cenzura lokalna i dotyczy nie i mojego dziecka. A gdy robi rząd to cenzura jest totalna – dotyka wszystkich obywateli. Przecież wszelkie represje i zamordyzymy są robione w imię czyjegoś dobra. A to klasy robotniczej, a to jakiegoś narodu, a to dzieci…. Tylko patrzeć, aż wzorem Australii pójdą inne kraje. A właściwie to już idą – wystarczy przypomnieć sprawę obowiązku blokowania the pirate bay w Danii przez ISP. Czy się to komu podoba, czy nie żyjemy w świecie totalitarnym, gdzie wolność osobista jest poddawana coraz większym obostrzeniom. Jedyną różnicą jaką ja widzę między zamordyzmem np. Radzieckim a obecnym jest fakt, że teraz mamy pełne brzuchy. Pracuj obywatelu, pracuj i konsumuj i nie zastanawiaj się nad tym, że żyjesz w złotej klatce. ONI mają już przecież totalną kontrolę nad wszystkim. Jeszcze kilka lat temu sieć jawiła mi się jako ostatni bastion wolności. Ostatnie miejsce, gdzie można się swobodnie wypowiedzieć. A obecnie? Na sieć nakłada się coraz więcej obostrzeń, rygorów, kontroli. Bo władzuchna musi trzymać łapę na wszystkim. Dziś era blogów, serwisów społecznościowych, forów odchodzi w zapomnienie. Niedługo pisanie czegokolwiek na forach będzie musiało być kontrolowane przez jakiegoś urzędnika.. Albo automat, który zatrzyma post gdy pojawią się w nim zakazane słowa. Oczywiście nikt przecież nie poda, jakie słowa będą filtrowane. A co z czatami, gg, mailami? Spokojnie, ONI już nad tym pracują. GG już ma możliwość blokowania wiadomości zawierających niechciane słowa – klucze. Teraz tylko poczekać, gdy przyjdzie ktoś, kto każe wzbogacić tę listę o zestaw wyrażeń, i nie da się prowadzić konwersacji na żaden temat poza pogodą i dupą maryny. Pozostaną jedynie spotkania konspiracyjne , ale i na to pewnie mają już sposoby. Kamery w parkach, podsłuchy… Niestety, wiem, że to zabrzmi smutnie, ale wieszczę przegraną wolności. Zwyciężył socjalizm i zamordyzm. Oczywiście, w imię waszego dobra. Na razie mamy cenzurę sieci. Bo przecież prasa, radio i tv od dawna są w ICH rękach. Przecież służby mają swoich ludzi, i są na to dowody. Głośna byłą sprawa, gdy w siedzibie naszego, Polskiego TVN siedziało 20-tu agentów ABW, gdy miała pójść pewna niewygodna informacja. Cóż – obawiam się, że za ten artykuł zostanę wyśmiany, a to co piszę zostanie nazwane rojeniami maniaka. Radzę sobie przypomnieć dawne czasy:

http://pl.wikipedia.org/wiki/Psychiatria_represyjna_w_ZSRR

Dziś również jest łatwo nazwać kogoś maniakiem czy szaleńcem, wariatem i oszołomem. Gdy powiesz coś, co jest władzy nie na rękę, taką właśnie łątkę ci przykleją. Wystarczy spojrzeć na przykład Janusza Korwina – Mikkego. Chyba jest to jeden z ostatnich przedstawicieli opcji zdroworozsądkowej. Ale – został skazany na zamilczenie, w TV pokazuje się go jako nieszkodliwego wariata chodzącego w muszce, na przemian z przyklejaniem mu łątek a to antysemity a to wroga dzieci niepełnosprawnych a to seksisty. A przecież jego bloga czytają miliony ludzi. Ale – jest on dla władzy, dla służb i dla tych, co na górze niewygodny. Jest byt znaną osobą, aby go „zniknąć” więc wyśmiewa się go za pomocą taniej, jarmarcznej erystyki. „Ciemny lud to kupi”. Do tej pory można było jeszcze krytykować zwiększanie kontroli Państwa nad człowiekiem. Jedyne, co można było dostać to łatkę oszołoma. Teraz, gdy cenzura i kontrola znalazła sobie nową „ofiarę”, której trzeba bronić, dzieci, można komuś przykleić łatkę pedofila, dzieciojeba i ogólnie potwornego zwyrodnialca. Bo przecież TERAZ krytyka tej cenzury – będzie jednocześnie atakiem na „małe bezbronne dzieci”, a każdy, kto atakuje dzieci jest potworem. Więc nikt już nas przed zamordyzmem nie uratuje.

 

 


Creative Commons License

Ten
utwór jest dostępny na
licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne-Bez utworów zależnych 2.5 Polska.

Reklamy

Luty 28, 2008 at 11:55 am 7 Komentarzy

Kosowo – uznać, czy nie?

Otóż właśnie – czy i kiedy powinniśmy uznać niepodległość Kosowa?

To może najpierw odpowiemy sobie na pytanie, czym ten zwierz jest?

Za wikipedią:

Kosowo (alb. Kosova / Kosovë, serb. Косово / Kosovo) – terytorium sporne w południowej Europie ze stolicą w Prisztinie; jednostronnie ogłosiło swoją niepodległość 17 lutego 2008 jako Republika Kosowa (alb. Republika e Kosovë, serb. Република Косово / Republika Kosovo), zgodnie z prawem międzynarodowym jest to od 1999 protektorat ONZ, formalnie pozostający częścią Serbii, której władze stosują nazwę Prowincja Autonomiczna Kosowo i Metochia

 

i jeszcze jak wiki przewrotnie podaje:

Kosowo leży w południowo-zachodniej części Serbii, względnie na południowy-zachód od niej.

 

Czyli geografia też jest już względna?

A czym jest Kosowo dla Serbów? Przecież niepodległość Czarnogóry mieli w nosie, a o Kosowo są gotowi walczyć. Otóż – w Kosowie zaczęła się państwowość serbska, jaki później skończyła. Jest ono dla Serbów czymś takim, jak dla nas Gniezno. Tam narodziło się ich państwo. I tam zniknęła Wielka Serbia, po bitwie na Kosowym Polu. Gdyby ktoś od Polski oderwał Gniezno, nie bylibyśmy zadowoleni. A raczej bylibyśmy wściekli – a gdyby zmuszono nas do uznania tego faktu bombami i rakietami – bylibyśmy pokrzywdzeni. Odbieranie jakiemuś narodowi jego ziem, zwłaszcza jego ziem może być dla tego narodu krzywdzące. I należy pamiętać, że takie Kosowo może na wiele lat pozostać ogniskiem zapalnym w rejonie Bałkanów, a cały ten region jest niestabilny politycznie – i wystarczy mała iskra, by ta beczka prochu znów eksplodowała, jak w latach 90-tych.

 

I teraz pytanie – dlaczego w Kosowie nie ma już Serbów? Tak na prawdę populacja Serbska zostałą tam przerzedzona po II Wojnie Światowej. Dobrze obrazuje to ten wykres:

wykres

Po rozbiorze Jugosławii w latach 40-45 nastąpiły tam masowe wysiedlenia ludności Serbskiej i napływ imigrantów Albańskich, którzy te wysiedlenia aktywnie i zbrojnie wspomagali, uciekając się do – uwaga! – czystek etnicznych i mordów. Brzmi znajomo? Tak, brzmi jak sytuacja Kosowa w latach ’90. Nie chcę tu usprawiedliwiać rzezi jaka tam miała miejsce, ale należy zauważyć, że tak na prawdę, była to próba odzyskania po pięćdziesięciu latach własnych ziem. Pod rządami Tito, w Jugosławii napięcia etniczne przygasły i nastąpiła próba stworzenia narodu Jugosławiańskiego, dodam, że próba nieudana, co pokazały wydarzenia mające miejsce 10 lat po jego śmierci. I Wtedy właśnie Serbowie próbowali odzyskać swoje tereny tu i ówdzie, zresztą histopria bałkanów to temat na osobny artykuł.

I teraz przedstawię potencjalne problemy, jakie z Kosowem mogą wystąpić.

 

Punkt zapalny w regionie – wspominałem o tym już wyżej. Serbowie nigdy nie uznają rozbioru swego kraju, i nawet nie powinni tego aktu niesprawiedliwości uznać. Powtarzam jeszcze raz – to są rdzenne ziemie Serbskie, i tak jak my nie pogodziliśmy się z utratą Wilna – i zwłaszcza – Lwowa – tak oni nigdy się z tym nie pogodzą.

 

Kosowo jest krajem muzułmańskim. Jak powszechnie wiadomo, jest to oczywiście pokojowo nastawiona religia, świetnie koegzystująca z wszelkimi innymi religiami, co widać na poniższym wideo:

http://pl.youtube.com/watch?v=fkgHkxIfgBc

Gdzie jak widać ci pokojowi muzułmanie palą kościół, depczą po krzyżu itd.

Powstanie w Europie państwa o wrogiej nam religii, w dodatku wysoce niestabilnego, to jest potencjalna baza wypadowa i szkoleniowa Al Kaidy na całą Europę. W dodatku wybudowana za pieniądze Amerykańskie i unijne. Przypomnę tylko, że szejk Bin Laden również był szkolony przez Amerykanów. W Europie powstanie kraj, gdzie będzie można swobodnie szkolić terrorystów, aby ich potem eksportować do krajów unii, gdzie ci będą mogli w spokoju zarzynać nam Białą ludność cywilną. Jak? Ano bardzo prosto. Obywatele krajów unii europejskiej będą przecież swobodnie do tego kraju podróżować. Jako biznesmeni, naukowcy, turyści – by postawić gospodarkę Kosowa na nogi. A nie muszę wspominać, jak wielu muzułmanów, potencjalnych terrorystów, ma paszporty unijne. Dość przypomnieć, że zamachowcy w Londynie i Madrycie byli obywatelami, urodzonymi w odpowiednio Anglii i Hiszpanii. I ci właśnie terroryści, najeźdźcy z krajów Arabskich, nie będą musieli latać na szkolenia do Pakistanu czy Afganistanu, lecz zdobędą do tego piękną bazę w samym środku Europy. Oczywiście jest to kolejny temat, którego media nie poruszą, gdyż polityczna poprawność zakazuje nam dziś łączyć religię z terroryzmem. Cóż, jak jest, każdy widzi.

 

Kolejnym problemem jest powstanie niebezpiecznego precedensu. Uznania własnej niepodległości mogą zacząć domagać się różne inne narody, które obecnie żyją na terytorium Europy. Hiszpania nie uzna niepodległości Kosowa, gdyż mają spory problem z Baskami, którzy chętnie by odłączyli Kraj Basków od Europy. Dodam, że również łakomie patrzą na kawałek Francji, gdzie ten lud również zamieszkuje – i to znacznie dłużej, niż Albańczycy w Kosowie, bo jest to tamtejsza ludność rdzenna. Wielka Brytania również nie powinna tej nie powinna tej niepodległości uznać, U nich mogą ogłosić niepodległość Walia i Szkocja. Dość przypomnieć film Braveheart, który w hollywoodzkim stylu pokazuje, jak niedawno jeszcze toczyły się walki szkocko – angielskie. A Walia? Cóż, Walijczycy do dziś podkładają bomby pod posterunki policji brytyjskiej choć minęło circa 1000 lat od czasu przyłączenia tego regionu do korony. Większość krajów Europy boryka się z podobnymi problemami. No, i bardzo mnie ciekawi, co powiedzą nasi politycy, z Donaldem – Słońcem – Kaszub na czele, gdy niepodległość ogłosi u nas Śląsk, którego mieszkańcy Polakami się nie czują przecież. Gdy jakaś Konfederacja Śląska Niepodległego proklamuje powrót na mapę Europy niepodległego Księstwa Śląskiego. Ciekawe, czy dalej będą mówić tyle o prawa narodów do samostanowienia. Bo łatwo jest decydować o cudzym kraju, gorzej, gdy borykamy się z analogicznymi problemami u siebie.

 

Jak widać, istnieje wiele powodów, by nie uznawać niepodległości tego kraiku. Unia nie powinna przykładać do tego ręki. Polska również. Dość powiedzieć, że jest to nóż wbity w plecy Słowiańskiemu narodowi, jakim są Serbowie. A już na pewno Polska nie powinna wyrywać się z tym jako pierwsza. Jeżeli już musi uznać istnienie tego tworu, miech zrobi to jakoś w środku listy – jako kraj siedemdziesiąty czy osiemdziesiąty z rzędu, na świecie. Może wtedy ujdzie nam to jakoś bez konsekwencji. Może. Trzeba pamiętać, że unia za kilkanaście lat upadnie, zacznie się rzeź i próba przekształcenia Europy w Eurabię. I mądrym byłoby wtedy szukanie sobie sprzymierzeńców w krajach bliskich nam kulturowo, a zwłaszcza w krajach, które same miały problem z tą religią, a jednocześnie są na tyle silne, by móc się hordom najeźdźców, które napłyną, przeciwstawić. Ale temat inwazji muzułmańskiej na Europę poruszę w innym artykule.


Creative Commons License

Ten
utwór jest dostępny na
licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne-Bez utworów zależnych 2.5 Polska.

Luty 25, 2008 at 10:48 am 4 Komentarze

Prawa mniejszości seksualnych w Polsce

Dziś zamierzam przyjrzeć się prawom mniejszości w naszym pięknym kraju. Z mediów atakuje mnie lawina doniesień o dyskryminacji, o „problemie gejów”, o wszechobecnej nietolerancji. A jak jest naprawdę? Czy rację ma „zawodowy gej” Robert Biedroń, czy też może rację mają twórcy Redwatch’a? A może żaden z nich?

Na początek – zajrzyjmy do źródła prawa w Polsce – Konstytucji RP z 1997r.

 

Rozdział II, art. 32:

  1. Wszyscy są wobec prawa równi. Wszyscy mają prawo do równego traktowania przez władze publiczne.

  2. Nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny.

Oczywiście, przytaczając ten artykuł usłyszymy, że to martwy przepis, albo „fikcja”. Z tym, że uwaga – przepis NIE JEST martwy, jeżeli można się na niego powołać przed sądem. A Konstytucja jest najwyższym źródłem prawa w RP i zawsze można się na nią powołać.

 

I jeszcze:

Art. 48.
  1. Rodzice mają prawo do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami. Wychowanie to powinno uwzględniać stopień dojrzałości dziecka, a także wolność jego sumienia i wyznania oraz jego przekonania.

  2. Ograniczenie lub pozbawienie praw rodzicielskich może nastąpić tylko w przypadkach określonych w ustawie i tylko na podstawie prawomocnego orzeczenia sądu.

Czyli – jeżeli np. Rodzic uzna, że Homoseksualizm nie mieści się w jego światopoglądzie etycznym, to ma święte prawo przekazywać takie wartości dziecku – i zaden Biedroń nie może mu tego zakazywać.

Dalej:

Art. 51.
  1. Nikt nie może być obowiązany inaczej niż na podstawie ustawy do ujawniania informacji dotyczących jego osoby.

Czyli – nie można u nas wprowadzić zakazu pracy gejów w żadnym zawodzie, gdyż – żaden gej NIE MUSI nikomu wspominać o swych upodobaniach – ba, moim zdaniem, nawet nie powinien tego robić, gdyż sprawy łóżkowe powinny pozostawać w sypialni.

Czyli – konstytucja chroni wszelkie prawa obywateli w sposób wystarczający. Teraz – przejdźmy do małżeństw.

Za wikipedią:

W polskim prawie małżeństwo definiuje się jako trwały, egalitarny związek mężczyzny i kobiety powstały z ich woli w sposób sformalizowany określony jako swoista dwustronna czynność prawna zbliżona do kategorii umów.

 

I nie widzę powodu by tę definicję zmieniać. Małżeństwo z samej definicji – powinno służyć zarówno tworzeniu rodziny jak i wychowywaniu potomstwa. Pary homoseksualne potomstwa mieć nie mogą. Tzn – oczywiście, jeżeli je mają, to nikt im nie zabroni go wychowywać według własnego uznania. A wszelkie ulgi podatkowe przewidziane są dla par przynajmniej teoretycznie reproduktywnych. Ja osobiście jestem przeciwny uprzywilejowaniu podatkowemu jakiejkolwiek grupy, tym niemniej jeżeli jakaś grupa zasługuje na uprzywilejowanie, to są nią właśnie małżeństwa – i to moim zdaniem, małżeństwa posiadające dzieci. Im więcej dzieci, tym większa powinna być dla nich ulga. Natomiast nie widzę przeszkód by osoby homoseksualne napisały prawne oświadczenia woli – upoważniające swoich partnerów do odwiedzin w szpitalach, dowiadywania się o stan zdrowia czy wizyt w urzędach. I naprawdę – nie potrzeba tu dodatkowej regulacji. A to, czego się różowi politycy domagają, to nic innego jak przywileje. A przywilejom dla mniejszości seksualnych tylko z tego powodu, że są mniejszościami jestem zdecydowanie przeciwny. Jaki sens ma dawanie przywilejów komuś, kto wyróżnia się tylko preferencjami łóżkowymi? Żaden.

 

A teraz odpowiedzmy sobie na pytanie pt. „Skąd w ogóle wziął się w dyskusji publicznej problem homoseksualizmu?”

Odpowiedź jest równie oczywista co często pomijana. Stworzyli go sami geje. Tzn nie ogólnie osoby homoseksualne tylko właśnie Geje, którzy orientacje seksualną przedzierzgnęli w orientację polityczną, a także i biznesową. Tak – organizacje gejowskie czerpią z socjalistycznej Brukseli całkiem niezłe granty na walkę z wyimaginowaną homofobią. Nie zdziwiłbym się wcale, gdyby wielu z gejowskich polityków, gdyż tak wypada ich nazwać było w rzeczywistości po prostu sprytnymi naciągaczami. W końcu wielkie pieniądze przyciągają. Ale wróćmy do meritum – skąd się wziął ten problem? Otóż – gdyby geje podobnie jak cała reszta społeczeństwa, zostawiali swoje życie erotyczne w sypialni, a na zewnątrz zakładali garnitur i szli do pracy nie byłoby ani ataku na nich ani też problemu homofobii. Nikt dziś nie atakuje fanów seksu w trójkątach, kwadratach, seksu oralnego, analnego, koprofilów czy też innych ludzi lubiących takie czy inne urozmaicenia. Ja, jako heteroseksualista nie urządzam parad miłości heteroseksualnej czy jakiejkolwiek innej, gdyż wychodzę z oczywistego założenia, że to, co lubię jest sprawą moją i mojej partnerki. A opowiadać o tym mogę, lecz nie muszę jedynie w gronie przyjaciół przy piwie – aczkolwiek przyznam, iż nie lubię się z własną seksualnością na prawo i lewo obnosić. Natomiast geje epatują tym na prawo i lewo – gdyż mają w tym korzyści! Politycy gejowscy zasłaniają się własną orientacją jak tarczą – i jednocześnie używają jej jako miecza. Każdy atak merytoryczny na geja jest aktem homofobii zgodnie z ich rozumowaniem – a gdy próbuje się podjąć dyskusje – wtedy oni stawiają się jasno na stanowisku „Jestem Gejem”. A zamiast tej walki wystarczyłoby nie organizować parad czy akcji billboardowych z napisem „PEDAŁ” krzyczącym z wysokości drugiego piętra. Wystarczyłoby trzymać, jak każdy normalny człowiek swoje upodobania dla siebie. Ale wtedy – wtedy za całą sprawą nie stałyby granty UE. Zresztą – gdyby nie stały, nikt nie tworzyłby żadnych kampanii przeciwko Homofobii, bo i po co?

 

Właśnie – Homofobia. Modne ostatnio słowo, wykreowane przez działaczy gejowskich, które oznacza coś zupełnie innego, niż wskazywałby na to źródłosłów. Otóż homofobia nie oznacza wcale panicznego lęku przed homoseksualistami, analogicznie do np. Arachnofobii, lecz ogólnie niezgadzanie się na poglądami polityków gejowskich. Więc homofobią nie będzie uciekanie w panice na widok dwóch trzymających się za rękę mężczyzn, lecz np. Podświadomie skrzywiona mina. Geje na swoim portalu, gaylife.pl stworzyli nawet listę homofobów w polityce. Swoją drogą – administracja Redwatcha za tropienie komunistów jest ścigana po całym świecie. Autorów tej listy nikt nie ściga. Przyznam – niektórych nazwisk się na tej liście spodziewałem, innych nie. A można na nią trafić za naprawdę dziwne „przewinienia”. Otwiera ją Roman Giertych, za „mowę nienawiści oraz inicjatywy legislacyjne przeciwko środowisku LGBT „. Cóż – trafił tam zgodnie z jego własnym światopoglądem, aczkolwiek znalazł się tam obok co najmniej dziwnych nazwisk.

Parę cytatów wraz z nazwiskami:

  1. Janusz KORWIN – MIKKE (UPR, Gdańsk)
    Za mowę nienawiści wobec środowiska LGBT

Hm – sprzeczne jest to z tym, co ostatnio JKM pisał, ale cóż…..

  1. Ryszard LEGUTKO (PiS, Kraków)
    Za ignorancję oraz przeciwdziałanie procesowi równouprawnienia osób LGBT

  1. Marek BOROWSKI (LiD, Warszawa I)
    Za chwiejną oraz oportunistyczną postawę wobec środowiska LGBT
    w szczególności podczas prac sejmowych nad ustawą o związkach partnerskich

    12. Włodzimierz CIMOSZEWICZ (LiD, Białystok)
    Za chwiejną postawę wobec środowiska LGBT;
    w szczególności za zablokowanie prac Sejmu nad ustawą o związkach partnerskich

    13. Donald TUSK (PO, Warszawa I)
    Za chwiejną postawę wobec środowiska LGBT
    w szczególności za sprzeciw wobec ustawy o związkach partnerskich

 

Skoro ci panowie są homofobami, to kto homofobem nie jest? I czym jest chwiejna postawa? Bo skoro trafia się tam za postawę chwiejną – to chyba każdy, nawet największy lewicowy liberał może tam trafić!

O i jeszcze kwiatek:

  1. Wojciech OLEJNICZAK (SLD, Łódź)
    Za ignorancję oraz chwiejną postawę wobec środowiska LGBT
    w szczególności za homofobiczną wypowiedź:
    Homoseksualiści nie zgłaszają potrzeb uznania swoich praw, więc nie ma o czym mówić”

 

Skoro ci otwarci i liberalni politycy tam trafiają to nie wiem, jaką postawę trzeba mieć, by tam nie trafić? Może trzeba samemu być gejem? Albo choć biseksualistą? No, ale wróćmy do meritum – Homofobia jest jak widać zjawiskiem wymyślonym jako narzędzie walki politycznej, przez polityków gejowskich i nie mającym odbicia w rzeczywistości. A każdy, kto w dyskusji wysunie argument homofobii – jest skrycie lub nie – politykiem. Nie Homoseksualistą, tylko politykiem gejowskim.

 

Tak tytułem podsumowania – nie czuję nienawiści wobec homoseksualistów, nie planuję tworzyć im obozów pracy ani ich eksterminować. A ten artykuł jest tylko próbą realistycznego spojrzenia na całą sprawę, wolnego od LPRowskiego ekstremizmu jak i czerwonej politpoprawności.

 

 

 

 

 

 

 


Creative Commons License

Ten
utwór jest dostępny na
licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne-Bez utworów zależnych 2.5 Polska.

Grudzień 20, 2007 at 12:46 pm 12 Komentarzy


Kalendarz

Lipiec 2018
Pon W Śr C Pt S N
« Wrz    
 1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031  

Posts by Month

Posts by Category