Posts filed under ‘Bez kategorii’

Jedwabne – przedruk z JKM

O Jedwabnem – na poważnie.

Rzeczpospolita” rzetelnie relacjonuje spór o sprawstwo zbrodni w Jedwabnem. W sporze zabierają głos archeolodzy, historycy, arytmetycy (od liczenia pomordowanych) wreszcie moraliści. Zdumiewa mnie, że przez cały ten czas nikt nie poruszył na tych łamach strony prawno-politycznej.

Postaram się to więc uczynić. Przepraszam za pewną oschłość wywodów.

1. Najpierw problem. Nie ulega kwestii, że w Jedwabnem popełniona została zbrodnia. Nie podlega też dyskusji, że brali w niej udział Polacy i Niemcy. Z tej okazji Żydzi domagają się od Polaków przeprosin.

2. JE Aleksander Kwaśniewski zapowiedział, że w dniu 10 lipca solennie przeprosi. Powstaje podstawowe pytanie: jako kto, kogo i w czyim imieniu? Dziwne, ale wszyscy polemiści pomijają te kwestie; ich właśnie dotyczą niniejsze, bardzo precyzyjne, rozważania.

3. Ogromna większość tekstów mówi ogólnikowo o „zbrodni Polaków”, czasem „zbrodni Niemców” , lub „zbrodni nazistów” popełnionej na „Żydach”. Jednak nie są to kategorie polityczno-prawne lecz mętne dywagacje humanistów. Niektórzy (bo przecież nie wszyscy!!) Żydzi domagają się przeprosin od „Polaków”. Tymczasem jest oczywiste, że p.Aleksander Kwaśniewski nie jest „prezydentem Polaków” – i nie ma absolutnie żadnego prawa przemawiać w imieniu Polaków nie będących obywatelami III RP!!! Kto twierdzi inaczej – jest nacjonalistą. Ponieważ zaś nie istnieje żadna osoba reprezentująca „wszystkich Polaków” – przeto nikt taki przeprosić „w imieniu Polaków” nie może. Nawet, gdyby „wszyscy Polacy” byli za coś odpowiedzialni.

4. Jest też pytanie: „Kogo?” Dlaczego miałby przepraszać „naród żydowski” za mord w Jedwabnem – a nie „naród rosyjski” za działalność Feliksa E.Dzierżyńskiego w CzeKa? Dzierżyński osobiście odpowiada za zamordowanie setek tysięcy Rosjan (oraz, nawiasem pisząc, znacznie większej liczby Żydów, niż liczba zamordowanych w Jedwabnem!). Czy dlatego (przepraszam za złośliwość) nie mamy przepraszać za F.E.D., że p.Kwaśniewski zaakceptował argumentację niektórych rabinów, że gdy żyd porzuci wiarę i zapisze się do socjalistów, to już nie jest Żydem i Żydzi za niego nie ponoszą odpowiedzialności – więc, per analogiam, jeśli Polak porzuci katolicyzm i zapisze się do socjalistów, to już „naród polski” za jego czyny nie odpowiada? )

5. Jako „Prezydent obywateli III RP” – wśród których są ludzie różnej narodowości (w tym i Żydzi) a mogą się nawet znajdować ofiary, które uciekły z owej stodoły – p.Aleksander Kwaśniewski też nie może przepraszać. Byłoby to bardzo wysokim nietaktem! Nie wiem, czym zawinił Żydom z Jedwabnego np. p.Emanuel Olisadebe?

6. Wreszcie p.Kwaśniewski może chcieć przepraszać jako Głowa Państwa Polskiego. Jednakże – i to trzeba stanowczo podkreślić – żadne państwo polskie niczym w sprawie tej zbrodni nie zawiniło! Zbrodni tej nie organizował, nie pomagał w jej dokonaniu, ani do niej nie zachęcał jakikolwiek przedstawiciel jakiegokolwiek państwa polskiego – nawet marionetkowej „Generalnej Guberni”!! Żadne też państwo polskie – ani Rząd Londyński ani tzw. Państwo Podziemne – nie miało też żadnej możliwości, by przeszkodzić w tej zbrodni.

7. Odpowiedzialność państwa nie ma nic wspólnego z „odpowiedzialnością narodu’ (o ile cos takiego istnieje). Jeśli Prezydent Republiki Federalnej Niemiec przeprasza w imieniu RFN za zbrodnie wojenne (i RFN płaci za nie odszkodowania) to nie dlatego, że zbrodni dokonali „Niemcy” – lecz dlatego, ze dokonała ich III Rzesza, a RFN uznała się de iure za spadkobiercę III Rzeszy. Jest to bardzo ważne odróżnienie: gdyby komendantem KL „Auschwitz-Birkenau” był mianowany przez Hitlera Ukrainiec, a całą załogę stanowili najemni Murzyni, Arabowie i Chińczycy, to odpowiedzialność RFN nie byłaby ani o iotę mniejsza, gdyż nosiliby oni niemieckie mundury i wykonywali rozkazy kierownictwa III Rzeszy. Za ew. zbrodnie Legii Cudzoziemskiej odpowiada Republika Francuska – a nie państwa których obywatelami są (lub kraje z których pochodzą) żołnierze Legii!

8. Tym samym państwo polskie nie ma nic wspólnego ze zbrodnią w Jedwabnem – i p.Kwaśniewski nie może przepraszać również w tym charakterze.

By zrozumieć nonsens używanych konstrukcyj prawnych wyobraźmy sobie, że Stalin inaczej podzielił Europę Wschodnią – i Jedwabne znalazło się w granicach Białoruskiej SRS, a obecnie Republiki Białoruskiej. Czy za tę zbrodnię powinien wtedy przepraszać JE Aleksander Łukaszenka? A jakie ta zmiana ma znaczenie dla mieszkańca np. Śląska czy Wielkopolski??!? W obydwu przypadkach nie ma on tak samo nic wspólnego z tą zbrodnią.

9. Państwo polskie – czyli obecnie: III RP – mogłoby zrobić w tej sprawie tylko jedno: korzystając z precedensu norymberskiego (że zbrodnie „ludobójstwa” nie ulegają przedawnieniu) znaleźć polskich zbrodniarzy z Jedwabnego (jeśli jeszcze żyją – i jeśli nie zostali już raz skazani – non bis idem!). Jest to jednak kosztowne i męczące – natomiast przepraszanie idzie politykom gładko – i zapewnia temu, kto przeprasza, znakomite publicity: 30 sekund w telewizjach połowy świata! Jest to więc droga łatwiejsza i przyjemniejsza.

10. Kto zatem odpowiada za zbrodnię w Jedwabnem? Zróbmy pewien myślowy eksperyment.

Dziś wojska polskie wkraczają na Ukrainę. Rząd ukraiński emigruje na Cypr, wojsko polskie zajmuje Lwów. We Lwowie dochodzi do pogromu Żydów na dużą skalę – ginie paręset osób. Kto jest za to odpowiedzialny?

Oczywiście nie państwo ukraińskie, które nie istnieje, a w każdym razie nie panuje nad Lwowem. Zgodnie z Konwencją Haską całkowitą odpowiedzialność za bezpieczeństwo prawne terytoriów okupowanych ponosi okupant. Czyli w tym przypadku byłaby to Polska.

11. Z dokładnie tych samych powodów okupant ponosi odpowiedzialności za wydarzenia w Jedwabnem – bo tylko on ma jednostki policyjne i wojskowe mogące skutecznie zapobiec zbrodni. W owych dniach okupantem Jedwabnego i okolic była III Rzesza Niemiecka.

12. Z czego bezdyskusyjnie wynika, że tym, który 10 lipca powinien stanąć przed stodołą w Jedwabnem i uroczyście przeprosić, jest JE Jan Rau, Prezydent Republiki Federalnej Niemiec. Tym bardziej, że III Rzesza sprawowała nad tym terenem kontrolę nie tylko formalną, ale i faktyczną: umundurowane formacje niemieckie były na miejscu. W dodatku, jak się wydaje, raczej zachęcały do rzezi, a może nawet ją organizowały i czynnie pomagały – niż powstrzymywały zbrodniarzy. Zresztą z całą pewnością zachęcała do tego propaganda rządzących III Rzeszą narodowych socjalistów.

13. Podkreślam jednak z całym naciskiem: nawet gdyby władze III Rzeszy do mordu nie zachęcały, nie organizowały i nie pomagały – to i tak cała odpowiedzialność spoczywałaby na państwie niemieckim. Co, oczywiście, nie wyklucza indywidualnego karania zbrodniarzy (co, nawiasem pisząc, powinien był uczynić już aparat sprawiedliwości III Rzeszy; choć panował tam ustrój socjalistyczny, to jednak prawo jeszcze w niej obowiązywało – a prawo III Rzeszy nie pozwalało jednym ludziom bezkarnie mordować innych. Było to zastrzeżone – i to w ściśle określonych przypadkach – dla funkcjonariuszów ówczesnego reżymu. Były przypadki, że funkcjonariusze Oświęcimia wędrowali karnie na front wschodni za uderzenie więźnia!).

14. Z analogicznych powodów za zbrodnię, w której współuczestniczyli niektórzy mieszkańcy Jedwabnego, nie mogą odpowiadać inni mieszkańcy, ani władze miasteczka. Nawiasem pisząc dopiero ostatnio historycy wyjaśnili nam rzecz w tej sprawie podstawową: czy ówczesny burmistrz (imię i nazwisko – prosimy!) rządził jeszcze z nominacji sowieckiej – czy już z hitlerowskiej? Bo tego, że nie pochodził z wyborów, ani nie był mianowany przez rząd Londyński – byłem niemal pewien. Okazało się, że mianowali go już narodowi socjaliści – a więc również w aspekcie lokalnym odpowiedzialność spoczywa na okupancie hitlerowskim.

15. Tym samym wszelkie dywagacje o odpowiedzialności „obywateli Polski”, „Narodu Polskiego” czy „państwa polskiego” są bezsensowne – a przepraszać nikt nie tylko nie powinien, ale i nie ma prawa. Takie przeprosiny człowieka, pełniącego obowiązki prezydenta, mogłyby pociągnąć za sobą np. żądania odszkodowań – a do zaciągania takich zobowiązań Pan Prezydent nie ma konstytucyjnego upoważnienia. Przepraszając w imieniu III RP p.Kwaśniewski naraziłby się na odpowiedzialność konstytucyjną.

16. Przepraszać p.Kwaśniewski mógłby co najwyżej w Swoim własnym imieniu – jeśli czuje się On za te zbrodnie odpowiedzialny, oczywiście. Nadal jednak powstaje wątpliwość, czy można przy tak uroczystym akcie odróżnić prywatną Osobę p.Aleksandra Kwaśniewskiego – od JE Aleksandra Kwaśniewskiego, Głowy Państwa? Może powinien wystąpić przepasany biało-czerwona szarfą – a przed aktem przeprosin uroczyście ją zdjąć i odłożyć na bok?

17) Podstawową przyczyną pojawiających się paradoksów jest to, ze pojęcie „winy” odnosi się w języku polskim wyłącznie do jednostek; nasza kultura nie uznaje odpowiedzialności zbiorowej. Zwolennicy popularyzowanej i u nas w okresie sowietyzacji azjatycko-żydowsko-komunistycznej koncepcji kolektywu zderzają się tu z wyznawcami indywidualistycznej koncepcji grecko-łacińsko-chrześcijańskiej – i wzajemnie się nie rozumieją…

18) Ostatnim, rozpaczliwym, argumentem zwolenników przepraszania jest, iż wprawdzie „odpowiedzialność zbiorowa” nie powinna być stosowana, ale skoro jako Polak odczuwam satysfakcję ze zwycięstw reprezentacji Polski – to powinienem również przepraszać za Polaków. Analogia ta jest wadliwa.

19) Odpowiednikiem odczuwania satysfakcji jest odczuwanie przykrości – a nie „przepraszanie”. Jeśli reprezentacja Polski wygrała z Walią, to mogę (nie muszę – jeśli np. wygrała niezasłużenie!) odczuwać satysfakcję – ale nie wiąże się z tym obowiązek ani gratulowania reprezentantom ani robienia czegokolwiek w stosunku do Walii!! Myślę, że wielu Polakom istotnie jest wstyd z powodu zbrodni w Jedwabnem – i dlatego dobrze, że o niej się wreszcie pisze – ale na tym się to kończy.

20) Z Walią wygrała reprezentacja Polski – selekcjonowana, oficjalnie mianowana i dofinansowywana przeze mnie (choć wbrew mojej woli, ze ściągniętych pod przymusem podatków); gdyby z podwórkową drużyną w Cardiff wygrała przypadkowa 11-tka pracujących tam na czarno robotników budowlanych narodowości polskiej – moja satysfakcja byłaby żadna. Mordercy z Jedwabnego przez nikogo nie byli wybierani do reprezentowania Polski – i są w takim samym stopniu reprezentatywni dla Polaków, jak p.Tymoteusz McVeigh, terrorysta z Oklahomy, jest reprezentatywny dla Amerykanów.

21) Przymus przepraszania bardzo szkodzi. Pamiętam, że jako dziecko potrąciłem w parku przechodnia. Krzyknąłem w biegu „Przepraszam”, było mi nieco przykro – ale raczej z powodu niezgrabności. Jednak ciotka kazała mi wrócić do niego i formalnie przeprosić. Zrobiłem to – ale miejsce uczucia lekkiego wstydu zajęło we mnie (na parę minut) uczucie nienawiści do człowieka, przed którym musiałem się upokorzyć.

Jeśli niektóre środowiska chcą wywołać nienawiść Polaków do Żydów – to nieźle im się to udaje. Jeżdżąc (dużo!) po kraju obserwuję wyraźną zmianę w tym kierunku w porównaniu z sytuacją sprzed roku.

I tym ludzkim akcentem kończę te suche rozważania.

Janusz KORWIN-MIKKE

Reklamy

Lipiec 11, 2008 at 10:48 am Dodaj komentarz

Bronisz wolności? Jesteś Pedofilem.

Do napisania tego artykułu zainspirował mnie news znaleziony na jednym z portali:

http://ujeb.pl/35487/

 

Rząd Australii przymierza się do budowy wielkiego firewalla filtrującego sieć z nieprawomyślnych treści. Pod jakim pretekstem? Oczywiście, pod pretekstem tzw. „Dobra dzieci”. Więc dla dobra dzieci, rząd będzie blokował wszelkie treści, które mogą tym dzieciom zagrozić. Tylko trzeba sie zastanowić, jakie treści dzieciom zagrożą. Portale pedofilskie? O ile mi wiadomo, dzieci na portale pedofilskie nie wchodzą, bo i w jakim celu? Więc – w gruncie rzeczy kryteria filtrowania są nie do określenia. Dobru dzieci może według rządu zagrażać przecież wszystko. Gdy ktoś prowadzi bloga, gdzie krytykuje np. szkoły koedukacyjne, można będzie go zablokować, bo może jakieś dziecko nie będzie chciało iść do szkoły. Portal krytykujący jedzenie szpinaku z jajkiem? Ależ to szkodzi zdrowiu naszych dzieci. Przykłady można oczywiście mnożyć i mnożyć, ale nie o to przecież chodzi. Kilka lat temu krytykowano rzekomo „komunistyczny” rząd Chin za cenzurę sieci. I oto gdy zabiera się za to rząd „demokratyczny”, jakoś nie słychać głosów sprzeciwu. Trafnie przewidywali ci, którzy mówili, że gdy internet zacznie mieć wpływ na politykę, to zostanie poddany kontroli. Już za kilka lat nie będzie można publikować w nim niczego, gdyż zostanie to po prostu zablokowane, oczywiście „dla dobra dzieci”. No i nasuwa mi się pytanie, czyje to są dzieci? Bo jeżeli są to dzieci rodziców, to uważam, że rodzic sam może skontrolować, co jego dziecko robi w sieci i zablokować niechciane strony choćby przez /etc/hosts. A jeżeli jednak dziś dzieci są „państwowe”? No to o dobro dzieci musi dbać państwo. A przy okazji odcinać to, co może się państwu nie podobać. Niezależne media przechodzą tym sposobem do historii. Spytacie pewnie teraz, jaka jest różnica między blokowaniem dostępu do stron przez rodzica, a przez władzę. Ano taka, że gdy np. Ja zabronię swojemu dziecku gdzieś wchodzić, jest to cenzura lokalna i dotyczy nie i mojego dziecka. A gdy robi rząd to cenzura jest totalna – dotyka wszystkich obywateli. Przecież wszelkie represje i zamordyzymy są robione w imię czyjegoś dobra. A to klasy robotniczej, a to jakiegoś narodu, a to dzieci…. Tylko patrzeć, aż wzorem Australii pójdą inne kraje. A właściwie to już idą – wystarczy przypomnieć sprawę obowiązku blokowania the pirate bay w Danii przez ISP. Czy się to komu podoba, czy nie żyjemy w świecie totalitarnym, gdzie wolność osobista jest poddawana coraz większym obostrzeniom. Jedyną różnicą jaką ja widzę między zamordyzmem np. Radzieckim a obecnym jest fakt, że teraz mamy pełne brzuchy. Pracuj obywatelu, pracuj i konsumuj i nie zastanawiaj się nad tym, że żyjesz w złotej klatce. ONI mają już przecież totalną kontrolę nad wszystkim. Jeszcze kilka lat temu sieć jawiła mi się jako ostatni bastion wolności. Ostatnie miejsce, gdzie można się swobodnie wypowiedzieć. A obecnie? Na sieć nakłada się coraz więcej obostrzeń, rygorów, kontroli. Bo władzuchna musi trzymać łapę na wszystkim. Dziś era blogów, serwisów społecznościowych, forów odchodzi w zapomnienie. Niedługo pisanie czegokolwiek na forach będzie musiało być kontrolowane przez jakiegoś urzędnika.. Albo automat, który zatrzyma post gdy pojawią się w nim zakazane słowa. Oczywiście nikt przecież nie poda, jakie słowa będą filtrowane. A co z czatami, gg, mailami? Spokojnie, ONI już nad tym pracują. GG już ma możliwość blokowania wiadomości zawierających niechciane słowa – klucze. Teraz tylko poczekać, gdy przyjdzie ktoś, kto każe wzbogacić tę listę o zestaw wyrażeń, i nie da się prowadzić konwersacji na żaden temat poza pogodą i dupą maryny. Pozostaną jedynie spotkania konspiracyjne , ale i na to pewnie mają już sposoby. Kamery w parkach, podsłuchy… Niestety, wiem, że to zabrzmi smutnie, ale wieszczę przegraną wolności. Zwyciężył socjalizm i zamordyzm. Oczywiście, w imię waszego dobra. Na razie mamy cenzurę sieci. Bo przecież prasa, radio i tv od dawna są w ICH rękach. Przecież służby mają swoich ludzi, i są na to dowody. Głośna byłą sprawa, gdy w siedzibie naszego, Polskiego TVN siedziało 20-tu agentów ABW, gdy miała pójść pewna niewygodna informacja. Cóż – obawiam się, że za ten artykuł zostanę wyśmiany, a to co piszę zostanie nazwane rojeniami maniaka. Radzę sobie przypomnieć dawne czasy:

http://pl.wikipedia.org/wiki/Psychiatria_represyjna_w_ZSRR

Dziś również jest łatwo nazwać kogoś maniakiem czy szaleńcem, wariatem i oszołomem. Gdy powiesz coś, co jest władzy nie na rękę, taką właśnie łątkę ci przykleją. Wystarczy spojrzeć na przykład Janusza Korwina – Mikkego. Chyba jest to jeden z ostatnich przedstawicieli opcji zdroworozsądkowej. Ale – został skazany na zamilczenie, w TV pokazuje się go jako nieszkodliwego wariata chodzącego w muszce, na przemian z przyklejaniem mu łątek a to antysemity a to wroga dzieci niepełnosprawnych a to seksisty. A przecież jego bloga czytają miliony ludzi. Ale – jest on dla władzy, dla służb i dla tych, co na górze niewygodny. Jest byt znaną osobą, aby go „zniknąć” więc wyśmiewa się go za pomocą taniej, jarmarcznej erystyki. „Ciemny lud to kupi”. Do tej pory można było jeszcze krytykować zwiększanie kontroli Państwa nad człowiekiem. Jedyne, co można było dostać to łatkę oszołoma. Teraz, gdy cenzura i kontrola znalazła sobie nową „ofiarę”, której trzeba bronić, dzieci, można komuś przykleić łatkę pedofila, dzieciojeba i ogólnie potwornego zwyrodnialca. Bo przecież TERAZ krytyka tej cenzury – będzie jednocześnie atakiem na „małe bezbronne dzieci”, a każdy, kto atakuje dzieci jest potworem. Więc nikt już nas przed zamordyzmem nie uratuje.

 

 


Creative Commons License

Ten
utwór jest dostępny na
licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne-Bez utworów zależnych 2.5 Polska.

Luty 28, 2008 at 11:55 am 7 Komentarzy

Kosowo – uznać, czy nie?

Otóż właśnie – czy i kiedy powinniśmy uznać niepodległość Kosowa?

To może najpierw odpowiemy sobie na pytanie, czym ten zwierz jest?

Za wikipedią:

Kosowo (alb. Kosova / Kosovë, serb. Косово / Kosovo) – terytorium sporne w południowej Europie ze stolicą w Prisztinie; jednostronnie ogłosiło swoją niepodległość 17 lutego 2008 jako Republika Kosowa (alb. Republika e Kosovë, serb. Република Косово / Republika Kosovo), zgodnie z prawem międzynarodowym jest to od 1999 protektorat ONZ, formalnie pozostający częścią Serbii, której władze stosują nazwę Prowincja Autonomiczna Kosowo i Metochia

 

i jeszcze jak wiki przewrotnie podaje:

Kosowo leży w południowo-zachodniej części Serbii, względnie na południowy-zachód od niej.

 

Czyli geografia też jest już względna?

A czym jest Kosowo dla Serbów? Przecież niepodległość Czarnogóry mieli w nosie, a o Kosowo są gotowi walczyć. Otóż – w Kosowie zaczęła się państwowość serbska, jaki później skończyła. Jest ono dla Serbów czymś takim, jak dla nas Gniezno. Tam narodziło się ich państwo. I tam zniknęła Wielka Serbia, po bitwie na Kosowym Polu. Gdyby ktoś od Polski oderwał Gniezno, nie bylibyśmy zadowoleni. A raczej bylibyśmy wściekli – a gdyby zmuszono nas do uznania tego faktu bombami i rakietami – bylibyśmy pokrzywdzeni. Odbieranie jakiemuś narodowi jego ziem, zwłaszcza jego ziem może być dla tego narodu krzywdzące. I należy pamiętać, że takie Kosowo może na wiele lat pozostać ogniskiem zapalnym w rejonie Bałkanów, a cały ten region jest niestabilny politycznie – i wystarczy mała iskra, by ta beczka prochu znów eksplodowała, jak w latach 90-tych.

 

I teraz pytanie – dlaczego w Kosowie nie ma już Serbów? Tak na prawdę populacja Serbska zostałą tam przerzedzona po II Wojnie Światowej. Dobrze obrazuje to ten wykres:

wykres

Po rozbiorze Jugosławii w latach 40-45 nastąpiły tam masowe wysiedlenia ludności Serbskiej i napływ imigrantów Albańskich, którzy te wysiedlenia aktywnie i zbrojnie wspomagali, uciekając się do – uwaga! – czystek etnicznych i mordów. Brzmi znajomo? Tak, brzmi jak sytuacja Kosowa w latach ’90. Nie chcę tu usprawiedliwiać rzezi jaka tam miała miejsce, ale należy zauważyć, że tak na prawdę, była to próba odzyskania po pięćdziesięciu latach własnych ziem. Pod rządami Tito, w Jugosławii napięcia etniczne przygasły i nastąpiła próba stworzenia narodu Jugosławiańskiego, dodam, że próba nieudana, co pokazały wydarzenia mające miejsce 10 lat po jego śmierci. I Wtedy właśnie Serbowie próbowali odzyskać swoje tereny tu i ówdzie, zresztą histopria bałkanów to temat na osobny artykuł.

I teraz przedstawię potencjalne problemy, jakie z Kosowem mogą wystąpić.

 

Punkt zapalny w regionie – wspominałem o tym już wyżej. Serbowie nigdy nie uznają rozbioru swego kraju, i nawet nie powinni tego aktu niesprawiedliwości uznać. Powtarzam jeszcze raz – to są rdzenne ziemie Serbskie, i tak jak my nie pogodziliśmy się z utratą Wilna – i zwłaszcza – Lwowa – tak oni nigdy się z tym nie pogodzą.

 

Kosowo jest krajem muzułmańskim. Jak powszechnie wiadomo, jest to oczywiście pokojowo nastawiona religia, świetnie koegzystująca z wszelkimi innymi religiami, co widać na poniższym wideo:

http://pl.youtube.com/watch?v=fkgHkxIfgBc

Gdzie jak widać ci pokojowi muzułmanie palą kościół, depczą po krzyżu itd.

Powstanie w Europie państwa o wrogiej nam religii, w dodatku wysoce niestabilnego, to jest potencjalna baza wypadowa i szkoleniowa Al Kaidy na całą Europę. W dodatku wybudowana za pieniądze Amerykańskie i unijne. Przypomnę tylko, że szejk Bin Laden również był szkolony przez Amerykanów. W Europie powstanie kraj, gdzie będzie można swobodnie szkolić terrorystów, aby ich potem eksportować do krajów unii, gdzie ci będą mogli w spokoju zarzynać nam Białą ludność cywilną. Jak? Ano bardzo prosto. Obywatele krajów unii europejskiej będą przecież swobodnie do tego kraju podróżować. Jako biznesmeni, naukowcy, turyści – by postawić gospodarkę Kosowa na nogi. A nie muszę wspominać, jak wielu muzułmanów, potencjalnych terrorystów, ma paszporty unijne. Dość przypomnieć, że zamachowcy w Londynie i Madrycie byli obywatelami, urodzonymi w odpowiednio Anglii i Hiszpanii. I ci właśnie terroryści, najeźdźcy z krajów Arabskich, nie będą musieli latać na szkolenia do Pakistanu czy Afganistanu, lecz zdobędą do tego piękną bazę w samym środku Europy. Oczywiście jest to kolejny temat, którego media nie poruszą, gdyż polityczna poprawność zakazuje nam dziś łączyć religię z terroryzmem. Cóż, jak jest, każdy widzi.

 

Kolejnym problemem jest powstanie niebezpiecznego precedensu. Uznania własnej niepodległości mogą zacząć domagać się różne inne narody, które obecnie żyją na terytorium Europy. Hiszpania nie uzna niepodległości Kosowa, gdyż mają spory problem z Baskami, którzy chętnie by odłączyli Kraj Basków od Europy. Dodam, że również łakomie patrzą na kawałek Francji, gdzie ten lud również zamieszkuje – i to znacznie dłużej, niż Albańczycy w Kosowie, bo jest to tamtejsza ludność rdzenna. Wielka Brytania również nie powinna tej nie powinna tej niepodległości uznać, U nich mogą ogłosić niepodległość Walia i Szkocja. Dość przypomnieć film Braveheart, który w hollywoodzkim stylu pokazuje, jak niedawno jeszcze toczyły się walki szkocko – angielskie. A Walia? Cóż, Walijczycy do dziś podkładają bomby pod posterunki policji brytyjskiej choć minęło circa 1000 lat od czasu przyłączenia tego regionu do korony. Większość krajów Europy boryka się z podobnymi problemami. No, i bardzo mnie ciekawi, co powiedzą nasi politycy, z Donaldem – Słońcem – Kaszub na czele, gdy niepodległość ogłosi u nas Śląsk, którego mieszkańcy Polakami się nie czują przecież. Gdy jakaś Konfederacja Śląska Niepodległego proklamuje powrót na mapę Europy niepodległego Księstwa Śląskiego. Ciekawe, czy dalej będą mówić tyle o prawa narodów do samostanowienia. Bo łatwo jest decydować o cudzym kraju, gorzej, gdy borykamy się z analogicznymi problemami u siebie.

 

Jak widać, istnieje wiele powodów, by nie uznawać niepodległości tego kraiku. Unia nie powinna przykładać do tego ręki. Polska również. Dość powiedzieć, że jest to nóż wbity w plecy Słowiańskiemu narodowi, jakim są Serbowie. A już na pewno Polska nie powinna wyrywać się z tym jako pierwsza. Jeżeli już musi uznać istnienie tego tworu, miech zrobi to jakoś w środku listy – jako kraj siedemdziesiąty czy osiemdziesiąty z rzędu, na świecie. Może wtedy ujdzie nam to jakoś bez konsekwencji. Może. Trzeba pamiętać, że unia za kilkanaście lat upadnie, zacznie się rzeź i próba przekształcenia Europy w Eurabię. I mądrym byłoby wtedy szukanie sobie sprzymierzeńców w krajach bliskich nam kulturowo, a zwłaszcza w krajach, które same miały problem z tą religią, a jednocześnie są na tyle silne, by móc się hordom najeźdźców, które napłyną, przeciwstawić. Ale temat inwazji muzułmańskiej na Europę poruszę w innym artykule.


Creative Commons License

Ten
utwór jest dostępny na
licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne-Bez utworów zależnych 2.5 Polska.

Luty 25, 2008 at 10:48 am 4 Komentarze

Prawa mniejszości seksualnych w Polsce

Dziś zamierzam przyjrzeć się prawom mniejszości w naszym pięknym kraju. Z mediów atakuje mnie lawina doniesień o dyskryminacji, o „problemie gejów”, o wszechobecnej nietolerancji. A jak jest naprawdę? Czy rację ma „zawodowy gej” Robert Biedroń, czy też może rację mają twórcy Redwatch’a? A może żaden z nich?

Na początek – zajrzyjmy do źródła prawa w Polsce – Konstytucji RP z 1997r.

 

Rozdział II, art. 32:

  1. Wszyscy są wobec prawa równi. Wszyscy mają prawo do równego traktowania przez władze publiczne.

  2. Nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny.

Oczywiście, przytaczając ten artykuł usłyszymy, że to martwy przepis, albo „fikcja”. Z tym, że uwaga – przepis NIE JEST martwy, jeżeli można się na niego powołać przed sądem. A Konstytucja jest najwyższym źródłem prawa w RP i zawsze można się na nią powołać.

 

I jeszcze:

Art. 48.
  1. Rodzice mają prawo do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami. Wychowanie to powinno uwzględniać stopień dojrzałości dziecka, a także wolność jego sumienia i wyznania oraz jego przekonania.

  2. Ograniczenie lub pozbawienie praw rodzicielskich może nastąpić tylko w przypadkach określonych w ustawie i tylko na podstawie prawomocnego orzeczenia sądu.

Czyli – jeżeli np. Rodzic uzna, że Homoseksualizm nie mieści się w jego światopoglądzie etycznym, to ma święte prawo przekazywać takie wartości dziecku – i zaden Biedroń nie może mu tego zakazywać.

Dalej:

Art. 51.
  1. Nikt nie może być obowiązany inaczej niż na podstawie ustawy do ujawniania informacji dotyczących jego osoby.

Czyli – nie można u nas wprowadzić zakazu pracy gejów w żadnym zawodzie, gdyż – żaden gej NIE MUSI nikomu wspominać o swych upodobaniach – ba, moim zdaniem, nawet nie powinien tego robić, gdyż sprawy łóżkowe powinny pozostawać w sypialni.

Czyli – konstytucja chroni wszelkie prawa obywateli w sposób wystarczający. Teraz – przejdźmy do małżeństw.

Za wikipedią:

W polskim prawie małżeństwo definiuje się jako trwały, egalitarny związek mężczyzny i kobiety powstały z ich woli w sposób sformalizowany określony jako swoista dwustronna czynność prawna zbliżona do kategorii umów.

 

I nie widzę powodu by tę definicję zmieniać. Małżeństwo z samej definicji – powinno służyć zarówno tworzeniu rodziny jak i wychowywaniu potomstwa. Pary homoseksualne potomstwa mieć nie mogą. Tzn – oczywiście, jeżeli je mają, to nikt im nie zabroni go wychowywać według własnego uznania. A wszelkie ulgi podatkowe przewidziane są dla par przynajmniej teoretycznie reproduktywnych. Ja osobiście jestem przeciwny uprzywilejowaniu podatkowemu jakiejkolwiek grupy, tym niemniej jeżeli jakaś grupa zasługuje na uprzywilejowanie, to są nią właśnie małżeństwa – i to moim zdaniem, małżeństwa posiadające dzieci. Im więcej dzieci, tym większa powinna być dla nich ulga. Natomiast nie widzę przeszkód by osoby homoseksualne napisały prawne oświadczenia woli – upoważniające swoich partnerów do odwiedzin w szpitalach, dowiadywania się o stan zdrowia czy wizyt w urzędach. I naprawdę – nie potrzeba tu dodatkowej regulacji. A to, czego się różowi politycy domagają, to nic innego jak przywileje. A przywilejom dla mniejszości seksualnych tylko z tego powodu, że są mniejszościami jestem zdecydowanie przeciwny. Jaki sens ma dawanie przywilejów komuś, kto wyróżnia się tylko preferencjami łóżkowymi? Żaden.

 

A teraz odpowiedzmy sobie na pytanie pt. „Skąd w ogóle wziął się w dyskusji publicznej problem homoseksualizmu?”

Odpowiedź jest równie oczywista co często pomijana. Stworzyli go sami geje. Tzn nie ogólnie osoby homoseksualne tylko właśnie Geje, którzy orientacje seksualną przedzierzgnęli w orientację polityczną, a także i biznesową. Tak – organizacje gejowskie czerpią z socjalistycznej Brukseli całkiem niezłe granty na walkę z wyimaginowaną homofobią. Nie zdziwiłbym się wcale, gdyby wielu z gejowskich polityków, gdyż tak wypada ich nazwać było w rzeczywistości po prostu sprytnymi naciągaczami. W końcu wielkie pieniądze przyciągają. Ale wróćmy do meritum – skąd się wziął ten problem? Otóż – gdyby geje podobnie jak cała reszta społeczeństwa, zostawiali swoje życie erotyczne w sypialni, a na zewnątrz zakładali garnitur i szli do pracy nie byłoby ani ataku na nich ani też problemu homofobii. Nikt dziś nie atakuje fanów seksu w trójkątach, kwadratach, seksu oralnego, analnego, koprofilów czy też innych ludzi lubiących takie czy inne urozmaicenia. Ja, jako heteroseksualista nie urządzam parad miłości heteroseksualnej czy jakiejkolwiek innej, gdyż wychodzę z oczywistego założenia, że to, co lubię jest sprawą moją i mojej partnerki. A opowiadać o tym mogę, lecz nie muszę jedynie w gronie przyjaciół przy piwie – aczkolwiek przyznam, iż nie lubię się z własną seksualnością na prawo i lewo obnosić. Natomiast geje epatują tym na prawo i lewo – gdyż mają w tym korzyści! Politycy gejowscy zasłaniają się własną orientacją jak tarczą – i jednocześnie używają jej jako miecza. Każdy atak merytoryczny na geja jest aktem homofobii zgodnie z ich rozumowaniem – a gdy próbuje się podjąć dyskusje – wtedy oni stawiają się jasno na stanowisku „Jestem Gejem”. A zamiast tej walki wystarczyłoby nie organizować parad czy akcji billboardowych z napisem „PEDAŁ” krzyczącym z wysokości drugiego piętra. Wystarczyłoby trzymać, jak każdy normalny człowiek swoje upodobania dla siebie. Ale wtedy – wtedy za całą sprawą nie stałyby granty UE. Zresztą – gdyby nie stały, nikt nie tworzyłby żadnych kampanii przeciwko Homofobii, bo i po co?

 

Właśnie – Homofobia. Modne ostatnio słowo, wykreowane przez działaczy gejowskich, które oznacza coś zupełnie innego, niż wskazywałby na to źródłosłów. Otóż homofobia nie oznacza wcale panicznego lęku przed homoseksualistami, analogicznie do np. Arachnofobii, lecz ogólnie niezgadzanie się na poglądami polityków gejowskich. Więc homofobią nie będzie uciekanie w panice na widok dwóch trzymających się za rękę mężczyzn, lecz np. Podświadomie skrzywiona mina. Geje na swoim portalu, gaylife.pl stworzyli nawet listę homofobów w polityce. Swoją drogą – administracja Redwatcha za tropienie komunistów jest ścigana po całym świecie. Autorów tej listy nikt nie ściga. Przyznam – niektórych nazwisk się na tej liście spodziewałem, innych nie. A można na nią trafić za naprawdę dziwne „przewinienia”. Otwiera ją Roman Giertych, za „mowę nienawiści oraz inicjatywy legislacyjne przeciwko środowisku LGBT „. Cóż – trafił tam zgodnie z jego własnym światopoglądem, aczkolwiek znalazł się tam obok co najmniej dziwnych nazwisk.

Parę cytatów wraz z nazwiskami:

  1. Janusz KORWIN – MIKKE (UPR, Gdańsk)
    Za mowę nienawiści wobec środowiska LGBT

Hm – sprzeczne jest to z tym, co ostatnio JKM pisał, ale cóż…..

  1. Ryszard LEGUTKO (PiS, Kraków)
    Za ignorancję oraz przeciwdziałanie procesowi równouprawnienia osób LGBT

  1. Marek BOROWSKI (LiD, Warszawa I)
    Za chwiejną oraz oportunistyczną postawę wobec środowiska LGBT
    w szczególności podczas prac sejmowych nad ustawą o związkach partnerskich

    12. Włodzimierz CIMOSZEWICZ (LiD, Białystok)
    Za chwiejną postawę wobec środowiska LGBT;
    w szczególności za zablokowanie prac Sejmu nad ustawą o związkach partnerskich

    13. Donald TUSK (PO, Warszawa I)
    Za chwiejną postawę wobec środowiska LGBT
    w szczególności za sprzeciw wobec ustawy o związkach partnerskich

 

Skoro ci panowie są homofobami, to kto homofobem nie jest? I czym jest chwiejna postawa? Bo skoro trafia się tam za postawę chwiejną – to chyba każdy, nawet największy lewicowy liberał może tam trafić!

O i jeszcze kwiatek:

  1. Wojciech OLEJNICZAK (SLD, Łódź)
    Za ignorancję oraz chwiejną postawę wobec środowiska LGBT
    w szczególności za homofobiczną wypowiedź:
    Homoseksualiści nie zgłaszają potrzeb uznania swoich praw, więc nie ma o czym mówić”

 

Skoro ci otwarci i liberalni politycy tam trafiają to nie wiem, jaką postawę trzeba mieć, by tam nie trafić? Może trzeba samemu być gejem? Albo choć biseksualistą? No, ale wróćmy do meritum – Homofobia jest jak widać zjawiskiem wymyślonym jako narzędzie walki politycznej, przez polityków gejowskich i nie mającym odbicia w rzeczywistości. A każdy, kto w dyskusji wysunie argument homofobii – jest skrycie lub nie – politykiem. Nie Homoseksualistą, tylko politykiem gejowskim.

 

Tak tytułem podsumowania – nie czuję nienawiści wobec homoseksualistów, nie planuję tworzyć im obozów pracy ani ich eksterminować. A ten artykuł jest tylko próbą realistycznego spojrzenia na całą sprawę, wolnego od LPRowskiego ekstremizmu jak i czerwonej politpoprawności.

 

 

 

 

 

 

 


Creative Commons License

Ten
utwór jest dostępny na
licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne-Bez utworów zależnych 2.5 Polska.

Grudzień 20, 2007 at 12:46 pm 12 Komentarzy


Kalendarz

Listopad 2017
Pon W Śr C Pt S N
« Wrz    
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930  

Posts by Month

Posts by Category